Piątek. Godzina 8:00. Początek zajęć. A ja bez pośpiechu wchodzę do środka kochanej komunikacji miejskiej. To najpóźniej w tym tygodniu. W poniedziałek byłam na zajęciach przed 8:00. We wtorek też. Później się zorientowałam, że listy nie są sprawdzane, że prowadzącym w sumie wszystko jedno. I od środy się spóźniam, stopniowo coraz bardziej :) Bezczelna ja, no :)
Nuda na tych studiach. Rano patofizjologia, później jakieś mikrobiologiczno-histopatologiczno-farmakologiczne bzdety... Daję sobie trochę czasu na wdrożenie się w system, przez cały tydzień nie zajrzałam do ani jednej książki. Jedną nogą jestem jeszcze na feriach - chodzę spać o 22, w ogóle się nie uczę. Ale na zajęcia chodzić trzeba...
Wszyscy, którzy będą tu wchodzić po garść sensacji rodem z oddziałów szpitalnych, chyba przez najbliższe tygodnie będą musieli obejść się smakiem. Tak samo zresztą ja...
Studentka medycyny...
...która żyje we śnie, dziwnym śnie...
piątek, 17 lutego 2012
czwartek, 9 lutego 2012
Jeszcze tylko 4 dni...
... i DO ROBOTY!
Siedzę i ogarniam plan na nowy semestr. Zapisuję wszystko w kalendarzu, sprawdzam strony internetowe zakładów, rozpiski zajęć, plany ćwiczeń, seminariów i wykładów...
Jednocześnie przypominam sobie, jak bardzo nie lubiłam fizjologii, a teraz od razu od początku semestru będę musiała CODZIENNIE przez 3 tygodnie uczyć się patofizjologii. I nakręcam się na ciężką harówę z farmakologii. I zastanawiam się, po jaką cholerę jestem zapisana na dwa fakultety, które kończą się w poniedziałek i wtorek o 18.00, skoro w środę i tak będę kończyć o 19.00 i w czwartek tak samo... Dobrze, że chociaż weekend będzie mi się w piątki o 15:30 zaczynał...
Trochę bardzo mi się nie chce, uwielbiam te kończące się już ferie, te godziny w łóżku z książkami Pilipiuka, z termosem z herbatką, z serialami. Staram się na maxa odmóżdżyć, żeby na świeżo obciążać swój umysł natłokiem informacji, ale nie wiem, czy 2 tygodnie wystarczą mi na zupełne wyzerowanie...
A na koniec ze wszystkimi, którzy jeszcze nie widzieli, chcę się podzielić moim wczorajszym znaleziskiem. Idealne podsumowanie studiów medycznych :)
P.S. Fragment opowiadania "Dzwon Wolności" z najnowszej książki Pilipiuka "Aparatus". Za ten właśnie lekki czarny humor go uwielbiam! :)
-Zatem jeśli twoja ręka grzeszy, utnij ją. - Dawny komunistyczny agitator przeżegnał się nabożnie, a potem położył prawą dłoń na pniu. - Albowiem lepiej ci będzie bez ręki wejść do królestwa eee... - Nie pamiętał, co jest dalej, ale nie miało to już większego znaczenia. (...)
Uderzył tylko raz. Zabolało, ale znacznie mniej, niż się tego spodziewał. Przez chwilę patrzył na odciętą dłoń leżącą na ściółce, a potem usiadł, oparł się ciężko o pień drzewa i przeżegnał kikutem. Zachlapał przy tym oko, ale go to nie obeszło.
Siedzę i ogarniam plan na nowy semestr. Zapisuję wszystko w kalendarzu, sprawdzam strony internetowe zakładów, rozpiski zajęć, plany ćwiczeń, seminariów i wykładów...
Jednocześnie przypominam sobie, jak bardzo nie lubiłam fizjologii, a teraz od razu od początku semestru będę musiała CODZIENNIE przez 3 tygodnie uczyć się patofizjologii. I nakręcam się na ciężką harówę z farmakologii. I zastanawiam się, po jaką cholerę jestem zapisana na dwa fakultety, które kończą się w poniedziałek i wtorek o 18.00, skoro w środę i tak będę kończyć o 19.00 i w czwartek tak samo... Dobrze, że chociaż weekend będzie mi się w piątki o 15:30 zaczynał...
Trochę bardzo mi się nie chce, uwielbiam te kończące się już ferie, te godziny w łóżku z książkami Pilipiuka, z termosem z herbatką, z serialami. Staram się na maxa odmóżdżyć, żeby na świeżo obciążać swój umysł natłokiem informacji, ale nie wiem, czy 2 tygodnie wystarczą mi na zupełne wyzerowanie...
A na koniec ze wszystkimi, którzy jeszcze nie widzieli, chcę się podzielić moim wczorajszym znaleziskiem. Idealne podsumowanie studiów medycznych :)
P.S. Fragment opowiadania "Dzwon Wolności" z najnowszej książki Pilipiuka "Aparatus". Za ten właśnie lekki czarny humor go uwielbiam! :)
-Zatem jeśli twoja ręka grzeszy, utnij ją. - Dawny komunistyczny agitator przeżegnał się nabożnie, a potem położył prawą dłoń na pniu. - Albowiem lepiej ci będzie bez ręki wejść do królestwa eee... - Nie pamiętał, co jest dalej, ale nie miało to już większego znaczenia. (...)
Uderzył tylko raz. Zabolało, ale znacznie mniej, niż się tego spodziewał. Przez chwilę patrzył na odciętą dłoń leżącą na ściółce, a potem usiadł, oparł się ciężko o pień drzewa i przeżegnał kikutem. Zachlapał przy tym oko, ale go to nie obeszło.
Nominacja w kategorii:
ciekawostki,
studia
wtorek, 24 stycznia 2012
piątek, 20 stycznia 2012
środa, 18 stycznia 2012
Wielkie odliczanie!
Kolejne kolokwium z patomorfologii za mną. Tak się rozpisałam na pytania otwarte, że aż ręka mnie boli. A to znak, że zdałam, pytanie tylko na co :)
Jeszcze tylko 8 dni i egzamin z biologii medycznej dzielą mnie od ferii, upragnionych, odmóżdżających (już ja się o to postaram!), relaksujących...
Jeszcze tylko 8 dni i egzamin z biologii medycznej dzielą mnie od ferii, upragnionych, odmóżdżających (już ja się o to postaram!), relaksujących...
Nominacja w kategorii:
studia
czwartek, 12 stycznia 2012
No i nie dał trzy minus!!!
Pani doktor dała PIĘĆ. :)
WEEEEEEEEEEEEEEEEEKEEEEEEEEEEEEEEEEEND!
WEEEEEEEEEEEEEEEEEKEEEEEEEEEEEEEEEEEND!
Nominacja w kategorii:
studia
Sinus cosinus, daj Boże trzy minus...
... z ustnego egzaminu z historii medycyny.
Amen.
Amen.
Nominacja w kategorii:
studia
czwartek, 5 stycznia 2012
Ogarnięcie
Moim zdaniem, "ogarnięcie" to słowo klucz na studiach medycznych.
Ogarnięcie materiału.
Ogarnięcie nawału zajęć i obowiązków.
Ogarnięcie SIĘ.
Jeśli rypnie się ostatnie, rypną się pozostałe. I u mnie właśnie się rypie... Nie mogę się ogarnąć, nie mogę znaleźć motywacji, żeby siedzieć z nosem w parazytologii, propedeutyce onkologii i HISTORII MEDYCYNY :/ Te trzy przefascynujące przedmioty zaliczam w przyszłym tygodniu, a zmusić się do nauki, że tak powiem, ni chu-chu... :/
Byle do ferii, byle do ferii, byle do ferii, byle do ferii, byle do ferii...
***
Anegdotka z zajęć z patomorfologii. O profesorze Krusiu - to już ustala poziom dowcipu ;)
Do pracowni patomorfologii trafia tak wypełnione skierowanie:

Co na to wkurzony pan profesor?
Na druczku do wpisania wyniku badania pisze: "TAK, TO JEST ŚLEDZIONA."
Love it! :)
Ogarnięcie materiału.
Ogarnięcie nawału zajęć i obowiązków.
Ogarnięcie SIĘ.
Jeśli rypnie się ostatnie, rypną się pozostałe. I u mnie właśnie się rypie... Nie mogę się ogarnąć, nie mogę znaleźć motywacji, żeby siedzieć z nosem w parazytologii, propedeutyce onkologii i HISTORII MEDYCYNY :/ Te trzy przefascynujące przedmioty zaliczam w przyszłym tygodniu, a zmusić się do nauki, że tak powiem, ni chu-chu... :/
Byle do ferii, byle do ferii, byle do ferii, byle do ferii, byle do ferii...
***
Anegdotka z zajęć z patomorfologii. O profesorze Krusiu - to już ustala poziom dowcipu ;)

Co na to wkurzony pan profesor?
Na druczku do wpisania wyniku badania pisze: "TAK, TO JEST ŚLEDZIONA."
Love it! :)
Nominacja w kategorii:
studia
piątek, 30 grudnia 2011
Postanawiam, co następuje...

Może być Polska, może być Europa, może być świat. Póki co nie wymagam :)
********************************************************************************

Bez względu na ilość roboty na studiach...
********************************************************************************

Challenge accepted! :)
********************************************************************************

Gdzieś mam nawet je na kartce wypisane :)
********************************************************************************

Może włoski?
********************************************************************************


Lots and lots and lots of them!!! :)
********************************************************************************

Niemedycznych. I medycznych, ale z ginekologii i położnictwa.
********************************************************************************

Może by tak kolekcję Pilipiuka uzupełnić? :)
********************************************************************************

I TO JEST DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZE!!!
Źródło: 2012-wishes.tumblr.com
Nominacja w kategorii:
życie
niedziela, 25 grudnia 2011
Wesołych Świąt!
Nie lubię pisać ogólnych życzeń, takich, które mogę w smsie wysłać do wszystkich w książce telefonicznej. Więc tego nie zrobię. W zamian zacytuję wierszyk, który dostałam od koleżanki zamiast życzeń:
Białe wąsy, biała broda,
tylko śniegu nie ma - szkoda!
Iskry sypią się spod sań,
po asfalcie jedzie drań!
Bo Mikołaj dziś nie w sosie,
Elf przeleciał mu gosposię.
W ramach zemsty dziad brodaty
puknął wszystkie inne skrzaty!
Renifery oburzone,
bo ich tyłki też ruszone.
Tak więc życzę najlepszego -
by Mikołaj Ci nie "tego" :)
I bardzo ważna rada na koniec:
Nie mieszaj piwa i wódki,
bo zarzygasz sobie butki! :)
HO, HO, HO, MERRY CHRISTMAS!!! :)
Białe wąsy, biała broda,
tylko śniegu nie ma - szkoda!
Iskry sypią się spod sań,
po asfalcie jedzie drań!
Bo Mikołaj dziś nie w sosie,
Elf przeleciał mu gosposię.
W ramach zemsty dziad brodaty
puknął wszystkie inne skrzaty!
Renifery oburzone,
bo ich tyłki też ruszone.
Tak więc życzę najlepszego -
by Mikołaj Ci nie "tego" :)
I bardzo ważna rada na koniec:
Nie mieszaj piwa i wódki,
bo zarzygasz sobie butki! :)
HO, HO, HO, MERRY CHRISTMAS!!! :)
Nominacja w kategorii:
życie
niedziela, 11 grudnia 2011
Damn you, medicine!!!
Zmęczenie materiału (czyt. mojej megaobciążonej tkanki mózgowej) sięga powoli zenitu. Codzienne wstawanie o 5:55, dojeżdżanie do szpitala na internę, dodatkowo 3 kolokwia w 2 tygodnie (patomorfa, mikroby i interna właśnie) dają mi się we znaki. Próba odespania całego tygodnia w weekend kończy się potwornym bólem głowy w niedzielę - tak, tak, właśnie teraz czuję, jak rozsadza mi czaszkę...
Marzę tylko, żeby ten tydzień już się skończył. Bo po nim będą 2 tygodnie wolnego. To bardzo dużo czasu na to, żeby nauczyć się na zaliczenie z parazytologii, egzamin z historii medycyny, zaliczenie z propedeutyki onkologii, dużo czasu na napisanie durnej pracy, którą każą mi pisać, bo nie było mnie na wykładach z propedeutyki właśnie.
Jeszcze chyba nigdy w trakcie mojej trzyipółletniej kariery studenckiej tak bardzo nie tęskniłam za feriami. Po sesji mam zamiar utonąć w fotelu z naręczem książek mojego ukochanego Pilipiuka i kubkiem herbaty, a od czasu do czasu kopsnąć się na stok, żeby wreszcie nauczyć się porządnie jeździć na nartach.
No, ale to dopiero za półtora miesiąca...
***
Zajęcia kliniczne z interny póki co bardzo mnie rozczarowują. Cały czas mam chaos w głowie, żaden z asystentów, na których trafiłam czy to na pediatrii czy teraz na chorobach wewnętrznych, nie potrafił zrobić wszystkiego PO KOLEI. Ciągle tylko jesteśmy uczeni jakichś pojedynczych rzeczy, a wymaga się od nas dokładnego schematu dokładnego badania. Oczywiście przed następnym piątkiem będę musiała sama się tego nauczyć, znowu zresztą z książek i tylko w teorii...
Trafiłam na bardzo specyficznego asystenta. Pan doktor jest kardiologiem, bardzo doświadczonym i z długim stażem pracy. Ma bardzo dużą wiedzę, ale też bardzo żenujące podejście do pacjenta. Przykład? 73-letni mężczyzna zgłosił się do szpitala, bo czuł bóle w klatce piersiowej, kołatanie serca i osłabienie. Zdiagnozowano u niego migotanie przedsionków. Lekarz przeprowadza z nim przy nas wywiad, w pewnym momencie mówi: "A pan miał robione angio CT, tak?". Pacjent odpowiedział, że tak, syn mu załatwił. Dr: "I nic nie wykazało, prawda? Ale znowu pan ma mieć angio CT robione?". Pan powiedział, że syn się martwi i mu załatwia prywatnie to badanie. Wywiad trwa dalej, po czym w pewnym momencie nie dość, że dr sugeruje pacjentowi wprost, że jest hipochondrykiem i lubi te swoje dolegliwości, bo wszyscy się na nim skupiają, jak na nowonarodzonym wygłupiającym się dziecku, to wypala z tekstem: "Nawet sterroryzowany chorobą ojca syn lata i załatwia różne badania, bo a nuż kochany tatuś dzisiaj umrze...". Przez cały dzień chodziłam zniesmaczona, zażenowana i potwornie wkurzona tą sytuacją.
Następnego dnia nasz doktor był zajęty, więc nasza grupa trafiła na obchód z panem profesorem. Profesor stanowi idealne przeciwieństwo naszego asystenta - miły, uśmiechnięty, potrafi porozmawiać z pacjentem, opowiada przy okazji o tym, które ryby i oleje są dobre, wtrąca anegdotki, nie stresuje studentów, śmieje się razem z nimi, znaczy nami :) Ogólne wrażenie zrobił na mnie piorunujące, po wyjściu z sali jedyne, co mogłam powiedzieć, mając na myśli dzień poprzedni, to: "Można? Można!". Można być miłym dla pacjenta, można mu nie ubliżać, można być świetnym specjalistą bez chamstwa i hmmm... prostactwa?
***
Wracam do mikrobiologii. W środę kolokwium z bakterii beztlenowych i jeszcze jakichśtam innych, grzybów i ANTYBIOTYKÓW! :/ Trochę tego sporo, pociesza mnie tylko fakt, że nasza doktorantka jest miła i pyta o rzeczy naprawdę ważne.
***
Na koniec mała porcja ciekawostek z podręczników, która wywołała u mnie uśmiech podczas mozolnego zakuwania na zaliczenia. Enjoy!
1. "Drugą postać zakażeń MAC (kompleksu Mycobacterium avium i M. intracellulare) obserwuje się u starszych, niepalących kobiet. U pacjentek tych pojawiają się nacieki w płacie języczkowym lub środkowym płuca, widoczne w obrazie radiologicznym z towarzyszącymi rozstrzeniami oskrzelowymi. (...) Sugeruje się, że występuje głównie u pedantycznych, starszych pań, które permanentnie powstrzymują odruch kaszlu, co prowadzi do nieswoistych zmian zapalnych w płucach i predysponuje je do nadkażeń prątkami MAC. Choroba ta jest określana jako zespół Lady Windermere (od głównej postaci w sztuce Oskara Wilde'a)." Mikrobiologia, Murray
2. "Nie ma jednak możliwości uniknięcia ryzyka: wygląda na to, że cokolwiek robimy w naszym życiu, co jest formą radości życia, okazuje się albo nielegalne, albo niemoralne, albo tuczące, albo nawet - co najbardziej przygnębiające - może być kancerogenne." Patologia, Robbins
3. "Zmiany zajmują typowo śledzionę, tworząc liczne białe ogniska (tzw. śledziona o przekroju chłopskiej kiełbasy)." Patomorfologia kliniczna, Kruś
Marzę tylko, żeby ten tydzień już się skończył. Bo po nim będą 2 tygodnie wolnego. To bardzo dużo czasu na to, żeby nauczyć się na zaliczenie z parazytologii, egzamin z historii medycyny, zaliczenie z propedeutyki onkologii, dużo czasu na napisanie durnej pracy, którą każą mi pisać, bo nie było mnie na wykładach z propedeutyki właśnie.
Jeszcze chyba nigdy w trakcie mojej trzyipółletniej kariery studenckiej tak bardzo nie tęskniłam za feriami. Po sesji mam zamiar utonąć w fotelu z naręczem książek mojego ukochanego Pilipiuka i kubkiem herbaty, a od czasu do czasu kopsnąć się na stok, żeby wreszcie nauczyć się porządnie jeździć na nartach.
No, ale to dopiero za półtora miesiąca...
***
Zajęcia kliniczne z interny póki co bardzo mnie rozczarowują. Cały czas mam chaos w głowie, żaden z asystentów, na których trafiłam czy to na pediatrii czy teraz na chorobach wewnętrznych, nie potrafił zrobić wszystkiego PO KOLEI. Ciągle tylko jesteśmy uczeni jakichś pojedynczych rzeczy, a wymaga się od nas dokładnego schematu dokładnego badania. Oczywiście przed następnym piątkiem będę musiała sama się tego nauczyć, znowu zresztą z książek i tylko w teorii...
Trafiłam na bardzo specyficznego asystenta. Pan doktor jest kardiologiem, bardzo doświadczonym i z długim stażem pracy. Ma bardzo dużą wiedzę, ale też bardzo żenujące podejście do pacjenta. Przykład? 73-letni mężczyzna zgłosił się do szpitala, bo czuł bóle w klatce piersiowej, kołatanie serca i osłabienie. Zdiagnozowano u niego migotanie przedsionków. Lekarz przeprowadza z nim przy nas wywiad, w pewnym momencie mówi: "A pan miał robione angio CT, tak?". Pacjent odpowiedział, że tak, syn mu załatwił. Dr: "I nic nie wykazało, prawda? Ale znowu pan ma mieć angio CT robione?". Pan powiedział, że syn się martwi i mu załatwia prywatnie to badanie. Wywiad trwa dalej, po czym w pewnym momencie nie dość, że dr sugeruje pacjentowi wprost, że jest hipochondrykiem i lubi te swoje dolegliwości, bo wszyscy się na nim skupiają, jak na nowonarodzonym wygłupiającym się dziecku, to wypala z tekstem: "Nawet sterroryzowany chorobą ojca syn lata i załatwia różne badania, bo a nuż kochany tatuś dzisiaj umrze...". Przez cały dzień chodziłam zniesmaczona, zażenowana i potwornie wkurzona tą sytuacją.
Następnego dnia nasz doktor był zajęty, więc nasza grupa trafiła na obchód z panem profesorem. Profesor stanowi idealne przeciwieństwo naszego asystenta - miły, uśmiechnięty, potrafi porozmawiać z pacjentem, opowiada przy okazji o tym, które ryby i oleje są dobre, wtrąca anegdotki, nie stresuje studentów, śmieje się razem z nimi, znaczy nami :) Ogólne wrażenie zrobił na mnie piorunujące, po wyjściu z sali jedyne, co mogłam powiedzieć, mając na myśli dzień poprzedni, to: "Można? Można!". Można być miłym dla pacjenta, można mu nie ubliżać, można być świetnym specjalistą bez chamstwa i hmmm... prostactwa?
***
Wracam do mikrobiologii. W środę kolokwium z bakterii beztlenowych i jeszcze jakichśtam innych, grzybów i ANTYBIOTYKÓW! :/ Trochę tego sporo, pociesza mnie tylko fakt, że nasza doktorantka jest miła i pyta o rzeczy naprawdę ważne.
***
Na koniec mała porcja ciekawostek z podręczników, która wywołała u mnie uśmiech podczas mozolnego zakuwania na zaliczenia. Enjoy!
1. "Drugą postać zakażeń MAC (kompleksu Mycobacterium avium i M. intracellulare) obserwuje się u starszych, niepalących kobiet. U pacjentek tych pojawiają się nacieki w płacie języczkowym lub środkowym płuca, widoczne w obrazie radiologicznym z towarzyszącymi rozstrzeniami oskrzelowymi. (...) Sugeruje się, że występuje głównie u pedantycznych, starszych pań, które permanentnie powstrzymują odruch kaszlu, co prowadzi do nieswoistych zmian zapalnych w płucach i predysponuje je do nadkażeń prątkami MAC. Choroba ta jest określana jako zespół Lady Windermere (od głównej postaci w sztuce Oskara Wilde'a)." Mikrobiologia, Murray
2. "Nie ma jednak możliwości uniknięcia ryzyka: wygląda na to, że cokolwiek robimy w naszym życiu, co jest formą radości życia, okazuje się albo nielegalne, albo niemoralne, albo tuczące, albo nawet - co najbardziej przygnębiające - może być kancerogenne." Patologia, Robbins
3. "Zmiany zajmują typowo śledzionę, tworząc liczne białe ogniska (tzw. śledziona o przekroju chłopskiej kiełbasy)." Patomorfologia kliniczna, Kruś
Nominacja w kategorii:
ciekawostki,
studia,
szpita-love
poniedziałek, 28 listopada 2011
Happy birthday!!!
Umie już budować wieżę z 3-4 klocków, schodzi ze schodów krokiem dostawnym i mówi zdaniami 2-3 wyrazowymi ("Mama, daj śtetośkop!!!" ;)


Źródła zdjęć: 1 2
Nominacja w kategorii:
anonse
Kilka spostrzeżeń
Przez ostatnie kilkanaście dni gdzieś tam w tle w mojej głowie kołatały się myśli, związane z poprzednim postem i dyskusją, jaka po nim się wywiązała.
Jakby na zawołanie usłyszałam któregoś dnia, że na mojej uczelni blok z onkologii trwa AŻ 1 tydzień. 6 lat studiów, 12 semestrów, 3 tygodnie diagnostyki laboratoryjnej, 2 tygodnie parazytologii, 1 tydzień onkologii.
Myślę, że po zapoznaniu się ze statystykami, Anonimowy, który tak bardzo się bulwersował moją niechęcią do dokładnego wykucia cyklu rozwojowego jakiegoś pierwotniaka, który powoduje kilkadziesiąt ZACHOROWAŃ (o zgonach nie wspominając) rocznie, przyzna mi rację, że to jest jakaś organizacyjna porażka.
Gorzej - jest to po prostu totalna ŻENADA. Ale cóż - mam narysowane bakterie w zeszyciku, tak samo jakieś tkanki z histologii barwione na milion sposobów, kazano mi się uczyć wykrywania jakichś dziwnych związków na chemii, których ani nazwy, ani wzoru, ani tym bardziej PO CO kazali nam je wykrywać, oczywiście nikt nie pamięta, i głupich i nieprzydatnych w praktyce definicji na socjologii i psychologii. A kończąc te studia, będę miała stosunkowo znikomą wiedzę na temat drugiej najczęstszej przyczyny zgonów w Polsce.
Kurtyna...
Jakby na zawołanie usłyszałam któregoś dnia, że na mojej uczelni blok z onkologii trwa AŻ 1 tydzień. 6 lat studiów, 12 semestrów, 3 tygodnie diagnostyki laboratoryjnej, 2 tygodnie parazytologii, 1 tydzień onkologii.
Myślę, że po zapoznaniu się ze statystykami, Anonimowy, który tak bardzo się bulwersował moją niechęcią do dokładnego wykucia cyklu rozwojowego jakiegoś pierwotniaka, który powoduje kilkadziesiąt ZACHOROWAŃ (o zgonach nie wspominając) rocznie, przyzna mi rację, że to jest jakaś organizacyjna porażka.
Gorzej - jest to po prostu totalna ŻENADA. Ale cóż - mam narysowane bakterie w zeszyciku, tak samo jakieś tkanki z histologii barwione na milion sposobów, kazano mi się uczyć wykrywania jakichś dziwnych związków na chemii, których ani nazwy, ani wzoru, ani tym bardziej PO CO kazali nam je wykrywać, oczywiście nikt nie pamięta, i głupich i nieprzydatnych w praktyce definicji na socjologii i psychologii. A kończąc te studia, będę miała stosunkowo znikomą wiedzę na temat drugiej najczęstszej przyczyny zgonów w Polsce.
Kurtyna...
Nominacja w kategorii:
studia
środa, 9 listopada 2011
Pruritus
Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale od nadmiaru robactwa na parazytologii i bakterii we wszystkich możliwych postaciach jedzenia, wody i środowiska na mikrobiologii, popadam w malutką paranoję i wszędzie się wszystkiego doszukuję.
A czy w sałacie nie ma tasiemca. Albo czy ten mój ból gardła to się nie przerodzi w jakiś meningitis. Albo czy nie nawdychałam się jakichś bakterii na ćwiczeniach. A takie obrazki to już w ogóle przemawiają do wyobraźni: klik! Bleh!
A dzisiaj na seminarium o wszach wiele osób zaczęło się podejrzanie drapać po rękach i głowach, mnie też nagle wszystko zaczęło swędzieć :D
Co do parazytów to mam jeszcze jedno przemyślenie - PO-CO??? Nie chcę się uczyć o chorobach tropikalnych, o rozwoju robali, o wyglądzie jaj pod mikroskopem. Nie planuję wyjazdu do Afryki na misję, nie planuję pracy w laboratorium, guzik mnie obchodzą te wszystkie szczegóły! Owsiki, wszy, no i może tasiemce zniosę, bo to się rzeczywiście zdarza. Ale Leishmania? Albo Anisakis jakiś z Japonii czy innych Chin? :/
Jestem zmęczona, niewyspana (pomimo 8 godzin niezakłóconego snu) i znudzona - słowem: mam serdecznie dosyć trzeciego roku! :(
A czy w sałacie nie ma tasiemca. Albo czy ten mój ból gardła to się nie przerodzi w jakiś meningitis. Albo czy nie nawdychałam się jakichś bakterii na ćwiczeniach. A takie obrazki to już w ogóle przemawiają do wyobraźni: klik! Bleh!
A dzisiaj na seminarium o wszach wiele osób zaczęło się podejrzanie drapać po rękach i głowach, mnie też nagle wszystko zaczęło swędzieć :D
Co do parazytów to mam jeszcze jedno przemyślenie - PO-CO??? Nie chcę się uczyć o chorobach tropikalnych, o rozwoju robali, o wyglądzie jaj pod mikroskopem. Nie planuję wyjazdu do Afryki na misję, nie planuję pracy w laboratorium, guzik mnie obchodzą te wszystkie szczegóły! Owsiki, wszy, no i może tasiemce zniosę, bo to się rzeczywiście zdarza. Ale Leishmania? Albo Anisakis jakiś z Japonii czy innych Chin? :/
Jestem zmęczona, niewyspana (pomimo 8 godzin niezakłóconego snu) i znudzona - słowem: mam serdecznie dosyć trzeciego roku! :(
Nominacja w kategorii:
studia
piątek, 4 listopada 2011
Anons :)
Do wszystkich tych, którzy napisali lub planują napisać do mnie maila:
zostawcie, proszę, informację w komentarzu, że napisaliście, bo inaczej będzie tak, jak dzisiaj - wchodzę na pocztę studentkamedycyny@wp.pl, a tam czeka na mnie sporo maili, najstarszy z czerwca... :)
Jeszcze raz wszystkim dziękuję za czytanie, komentowanie i pytania - jakie to wszystko miłe! :)
zostawcie, proszę, informację w komentarzu, że napisaliście, bo inaczej będzie tak, jak dzisiaj - wchodzę na pocztę studentkamedycyny@wp.pl, a tam czeka na mnie sporo maili, najstarszy z czerwca... :)
Jeszcze raz wszystkim dziękuję za czytanie, komentowanie i pytania - jakie to wszystko miłe! :)
Nominacja w kategorii:
anonse
Subskrybuj:
Posty (Atom)
